Kalendarz odbioru odpadów

Sołecka Strategia
Rozwoju Wsi


Oficjalna strona Pobiednej


strona główna Wyszperane w sieci Urzędników kłopoty z mapą

Urzędników kłopoty z mapą

Marian Maciejewski
13.10.2005 r.

Kiedy w Pobiednej koło Jeleniej Góry Centertel zaczął budowę swojej wieży, pole Śpiewaków przemieściło się. Na mapie
- Przyjechali do mnie kilka lat temu z Centertela - opowiada pani Genowefa Śpiewak. - Chcieli wydzierżawić kawałek pola pod wieżę telefonii komórkowej. Ale tu ludzie takich rzeczy się boją, niektórzy chorują, po co mają mieć do mnie pretensje, że to przeze mnie. Nie wzbogaciłam się na uprawie, nie wzbogacę się na dzierżawie.
Wkrótce jednak, w październiku 2001 roku, rozpoczął się wykop na polu obok. - Wieża ma 67 metrów wysokości - mówi Władysław Śpiewak, syn pani Genowefy i nieżyjącego już Jana. - Dziesiątki ton z wykopu wywalano na nasze pole. I wodę do nas wypompowali. Zwróciliśmy uwagę, że wypadałoby zapytać o zgodę. Początkowo przepraszali, tłumaczyli, że nie mają gdzie. Ale parę dni później słupki graniczne znikły, a nam mówili, że to nie jest nasz grunt, tylko państwowy.

Pole Śpiewaków wędruje na mokradła
I pokazali plan, z którego wynikało, że wieża stoi na gruncie Zbigniewa W., a obok jest ziemia państwowa. Zaś Śpiewacy mieli pole na mokradłach.

Rzecz w tym, że rysunek ten sprzeczny jest z protokołem podziału gruntu z roku 1976, kiedy rozdrobnione i porozrzucane jak szachownica działki Urząd Wojewódzki scalił. Rolnicy dostali kawałki większe, łatwiejsze do uprawy.

- Mokradła nadawały się jedynie na wypas krów, dlatego pozostawiono je jako własność skarbu państwa - tłumaczy pan Władysław. - Ojciec je nawet dzierżawił.

Pod koniec lat 90 Śpiewakowie sprzedali swój grunt Krystianowi N. - Znaleźliśmy się w głupiej sytuacji. Według urzędu sprzedaliśmy mu grunt skarbu państwa - mówi pan Władysław.

Dlatego postanowił wyjaśnić sprawę. Od czterech lat bezskutecznie próbuje dojść prawdy. Z Urzędu Powiatowego i Wojewódzkiego dostaje odpowiedź, że plan będący w dokumentacji Wydziału Geodezji Starostwa Powiatowego przedstawia faktyczny podział po scaleniu gruntu z roku 1976. A Krystian N. płaci podatek, ale z ziemi nie korzysta, bo nie wie, z której.

Władysław Śpiewak zgłosił sprawę do prokuratury w Lubaniu, ale ta niczego nie ustaliła. Zawiadomił Transparency International - Bez korupcji. Ta zainteresowała sprawą naszą "Gazetę".

Urzędnicy winią PRL...
Z panem Władysławem ruszamy na poszukiwanie prawdy. Zaczynamy od ksiąg wieczystych.

W rejestrze sądowym ziemi Śpiewaków po scaleniu jest zapis: "opis i mapa". Jednak w sądzie jest tylko nieaktualna mapa z roku 1966, dotycząca gruntów przed scaleniem. Aktualnej nie ma. Pracownicy sądu zrzucają winę na PRL: - Widocznie wtedy nikt o to nie dbał.

Dlaczego nadal nie dba (Krystianowi N. ziemia została sprzedana kilka lat temu) - nie wiadomo.

Z mapy Wydziału Geodezji i Kartografii w Starostwie Powiatowym wynika, że po scaleniu grunt Śpiewaków był na mokradłach. Urzędnicy nie potrafią wytłumaczyć, dlaczego jest ona sprzeczna z protokołem scalenia. - To tzw. mapa ewidencyjna, uwzględniająca zawsze stan aktualny, na niej nanosimy wszelkie zmiany. Innej nie było i nie ma - zapewnia nas Artur Klecki, geodeta powiatowy w Lubaniu.

- Pan Śpiewak nas tu zamęcza swoimi wizytami - mówi mi na boku jedna z pracownic. - Jego ojciec był w komisji scalającej, pewnie uzgodnił, że bierze mokradła.

Ale z protokołu scalenia wynika coś przeciwnego: rolnik twardo walczył o swoje i komisja uznała jego zastrzeżenia.

- Oczywiście, że podział był taki, jak mówi Śpiewak - potwierdza pani Kazimiera, która uprawiała pole w sąsiedztwie Śpiewaków. - Te nieużytki to był grunt państwowy.

...A my odnajdujemy mapę
Nie poddajemy się. Przez Pobiedną przebiega linia energetyczna. Pan Władysław przypomina sobie, że słupy stawiano w roku 1979, trzy lata po scaleniu.

Jedziemy do energetyki. Bez problemu znajdujemy plan z 5 stycznia 1977 r., który Zakład Energetyczny dostał z geodezji do zaprojektowania swojej linii.
Plan jest zgodny z protokołem scalenia i potwierdza wersję podziału podawaną przez pana Władysława. Z kserokopią jedziemy do powiatowego geodety.

- Jak pan wytłumaczy, że mam przed sobą kserokopię planu, którego podobno nie ma i nigdy nie było - pytam Artura Kleckiego.

- Jestem zdziwiony. Nic o tym nie wiem. Będziemy musieli zrobić poprawkę.

Kto, kiedy i dlaczego zmienił plan? Nie wiadomo. Prawdopodobnie sprawa wróci do prokuratury.

Problem może mieć również Centertel - z planu wynika, że wieża stoi częściowo na dawnym gruncie Śpiewaków.

- Nie chcę nikogo posądzać o celowe działanie - zastrzega pan Władysław. - Być może kiedyś urząd popełnił błąd i teraz nie chce się do niego przyznać, bo wiązałoby się to z konsekwencjami.

Dotarcie do rzekomo nieistniejącej mapy zajęło nam godzinę. Zostaje pytanie: jak to możliwe, że urzędnikom różnych szczebli nie wystarczyło czterech lat?

Dla "Gazety" komentuje Julia Pitera z Transparency International - Bez Korupcji, poseł
Z doświadczenia TI wiem, że fałszerstwo dokumentów jest w Polsce lekceważone. Zarówno w urzędach, jak i sądach, które mówią, że nie do nich należy weryfikacja dokumentów. To sprawia, że urzędy administracji rządowej, samorządowej, sądy nie mogą skutecznie funkcjonować. I to między innymi dlatego państwo polskie jest tak bardzo kosztowne.

Źródło: Gazeta.pl z dnia 13 października 2005



Dołącz do nas



Tweetnij
Kalendarium
Czy wiesz, że...
Zdjęcie tygodnia
Pocztówka miesiąca
Informator SMS
Polecane linki




















Wszystkie materiały na tej stronie objęte są pełnym prawem autorskim,
osoby zainteresowane ich wykorzystaniem (w całości, lub części) proszone są o uprzedni kontakt z redakcją serwisu www.pobiedna.pl.


copyright © pobiedna.pl 2007-2018          Statystyki obsługuje system statystyk stat4u