Kalendarz odbioru odpadów

Sołecka Strategia
Rozwoju Wsi


Oficjalna strona Pobiednej


strona główna Wyszperane w sieci Nie będzie śledztwa w sprawie która zaczęła się od kupy

Nie będzie śledztwa w sprawie która zaczęła się od kupy

29 września 2009 r.

Lubańska prokuratura nie będzie zajmować się historią z Pobiednej. Przypominamy - policyjny radiowóz zatrzymał wóz konny z powou odchodów, które zwierzę pozostawiło na ulicy. W trakcie interwencji koń spłoszył się i pogalopował na oślep, ciągnąć ze sobą wóz oraz 4 siedzących na nim mężczyzn. Zdarzenie miało dramatyczny przebieg, bo koń uderzył z impetem w murowane schody prowadzące do urzędu pocztowego. Ludzie zostali wyrzuceni z wozu, a sam wóz uległ zniszczeniu.

Uczestnik zdarzenia, Walerian Puchalski, poinformował o zajściu lubańską prokuraturę, obarczając winą za spłoszenie konia z-cę komendanta komisariatu w Leśnej, nadkomisarza Tadeusza Półtoraka, który prowadził radiowóz. Zdaniem poszkodowanych policjant miał spłoszyć konia swoim nieodpowiednim zachowaniem, a później, zamiast wezwać karetkę na miejsce zdarzenia, zaczął straszyć ludzi mandatami.

Prokurator Kamila Wolańska, która prowadziła czynności sprawdzające w sprawie, przesłuchała wszystkich uczestników oraz świadków zdarzenia. Istniały dwie rozbieżne wersje zajścia. Według pierwszej to policjant zaszarżował radiowozem i spłoszył konia, który wpadł po tym w panikę i poniósł. Wedle drugiej - woźnica nie panował ani nad zwierzęciem, ani nad wozem, który był pozbawiony hamulców. I to woźnica ponosi odpowiedzialność za całe zdarzenie.

Po analizie zgromadzonego materiału prokurator wydała decyzję o odmowie wszęcia postępowania. Nie bez znaczenia był fakt, iż woźnica przyjął na miejscu zdarzenia mandat za spowodowanie kolizji drogowej.

Pokrzywdzonemu, który zgłosił sprawę prokuraturze, przysługuje oczywiście prawo odwołania od wydanej decyzji. Dla właściciela konia to zła wiadomość. W przypadku gdyby udowodniono winę policjantowi, woźnica mógłby wystąpić z roszczeniem finansowym. Bo koń po całym opisanym zajściu nie nadaje się już do pracy. Został kupiony za 8 tys. zł i przysposobiony do specyficznych zadań przy zrywce drzewa. Po wypadku jest tak przestraszony, że wogóle nie pozwala przypiąć się do dyszla. Nie pomaga ani troskliwa opieka, ani leczenie weterynaryjne. Najprawdopodobniej czeka go smutny los zwierzęcia rzeźnego.


źródło: Nowiny Jeleniogóskie nr 39

autor: (mat)



Dołącz do nas



Tweetnij
Kalendarium
Czy wiesz, że...
Zdjęcie tygodnia
Pocztówka miesiąca
Informator SMS
Polecane linki




















Wszystkie materiały na tej stronie objęte są pełnym prawem autorskim,
osoby zainteresowane ich wykorzystaniem (w całości, lub części) proszone są o uprzedni kontakt z redakcją serwisu www.pobiedna.pl.


copyright © pobiedna.pl 2007-2018          Statystyki obsługuje system statystyk stat4u