Kalendarz odbioru odpadów

Sołecka Strategia
Rozwoju Wsi


Oficjalna strona Pobiednej


strona główna Wyszperane w sieci Chcą sprawiedliwości za śmierć córki

Chcą sprawiedliwości za śmierć córki

26 września 2011 r.
- Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy. Niech to jednak wszystko się już skończy, bo rany się rozdrapuje, a dziecka nam nikt nie wróci. Trzeba dalej jakoś żyć - mówi Konstanty Biblis. Minęło już dwa i pół roku od tragicznej śmierci jego córki Magdaleny, która zmarła po pijackiej awanturze ze swoim mężem. Oskarżony o nieumyślne spowodowanie śmierci żony Artur W. Został uniewinniony przez sąd.


Proces mężczyzny rozpoczął się jednak od nowa, bo po apelacji prokuratury i rodziców zmarłej, wyrok został uchylony przez sąd odwoławczy. Po opinii wydanej przez zespół biegłych medycyny sądowej, sąd zmienił kwalifikację prawną czynu na zabójstwo.
Rodzice Magdaleny, która dziś miałaby 32 lata, nie mają wątpliwości, że to były mąż pozbawił ją życia.
- Nie możemy sobie darować, że to się stało w chwili, gdy byliśmy w domu. Oni tam, na górze, my u siebie, na dole. To była ich kolejna awantura po pijanemu. Bili się, szarpali i wyzywali. I gdy on wychodził z domu, powiedział do mnie, że "nie upilnowałaś", czy coś takiego. Pobiegłam zaraz na górę, a Magda leżała na podłodze w samych majtkach i koszulce. Była zimna, miała już sine wargi i takie ślady od palców na szyi - Maria Biblis przeciera ramkę ze zdjęciem córki, całuje fotografię i odstawia na półkę.
Obok stoi zdjęcie Kacperka, ich wnuczka. Zajmuje się nim teraz jego ojciec, który po kilku tygodniach wyszedł z aresztu. Dziadkowie mówią, że byli z dzieckiem bardzo związani, ale od długiego już czasu chłopiec nie odwiedza ich.
- Chociaż, gdy się spotkamy na ulicy, to widać, że się cieszy. Może chciałby iść do nas, ale jest przestraszony. Nie wiadomo, co mu naopowiadali - dodaje K. Biblis. Dziadkowie przyznają, że do dziś nie powiedzieli Kacprowi, co się stało jego mamie naprawdę. Mówili tylko, że zachorowała i zmarła. Ale w małej Pobiednej, zaraz po tragedii aż huczało od plotek. Jedni mówili, że kobieta się powiesiła, inni, że zmarła z przepicia.

Bił po cichu, ona nie mówiła
Magda i Artur byli małżeństwem od 13 lat. Pobrali się młodo, on był jej pierwszym chłopakiem. Rodzice twierdzą, że bardzo była za nim, bo go mocno kochała.
- Złego słowa nie dała na niego powiedzieć. Choć mieszkali na górze, nad nami, to staraliśmy się nie wtrącać w ich życie. Gdy on wyjechał do pracy, do Niemiec, bardzo za nim tęskniła. Awantury i picie zaczęły się, gdy wrócił do Polski - opowiadają Biblisowie.
Magdę, która była wrogiem alkoholu, Artur miał rozpić. Ostatnimi czasy pili dużo, niemal codziennie. Alkohol niemal zawsze powodował kłótnie. "Rozłąka powodowała frustrację, a także uczucie zaborczej zazdrości. Stopniowo osaczał kobietę, odgradzał od świata zewnętrznego i stosował przemoc" - diagnozował prokurator w akcie oskarżenia Artura W.
Gdy w 2005 roku Magda z Arturem pojechali na wesele jej siostry, zrobił jej awanturę, bo chciała tańczyć z innymi. Szarpał ją i wyzywał przy gościach i strzelił w twarz. Uspokoiła go reszta biesiadników. Ale gdy po zabawie wracali do domu, to i tak się szarpali.
- Magda się go bała, nie chciała go zostawić, bo mówiła, że mają dużo kredytów i sama nie da sobie rady ze wszystkim - opowiadała siostra kobiety. Magda pracowała jako kelnerka w zdroju w Świeradowie i zarabiała niewiele. W tym czasie, po powrocie z Niemiec, jej mąż nie miał pracy.
Kobieta ukrywała przed rodzicami to, że Artur ją bije. A przede wszystkim to, że zaczęła pić. Matka Magdy i matka Artura próbowały nawet skierować swoje dzieci na leczenie i terapię. Zgłosiły problem do opieki, ale młodzi małżonkowie zbagatelizowali sprawę.
-To może wydać się dziwne, ale ja naprawdę nie widywałam jej pijanej. Pili razem w mieszkaniu i ona wtedy starała mi się nie pokazywać. A w sądzie, gdy o tym opowiadałam, to czułam się, jak bym ja była oskarżona. Sędzia na mnie naskakiwał, dlaczego nie reagowałam - wspomina M. Biblis.
Gdy awantury nasilały się, a razy zadawane przez męża nie były zwykłymi szturchańcami, Magda wyznała matce że mąż ją bije. Rodzice starali się interweniować, gdy zaczynały się głośne awantury. Interweniowała nawet policja.
- Ja na drugi dzień wychodzę rano do pracy i patrzę, jak on ją za rękę odprowadza na przystanek, bo też jechała do pracy. Myślałem, że mnie szlag trafi. Jak gdyby nic się nie stało - denerwuje się na wspomnienie tej sytuacji ojciec Magdy.
"W sumie to moja wina, bo długo ukrywałam to przed mężem" - wyznała w śledztwie matka Magdy.
Z kolei Artur W. wyjaśniał wielokrotnie, że to Magda wszczynała awantury, bo najczęściej, to czepiała się jego rodziców nie wiadomo o co. Próbował ją uspokajać, a gdy chciał wyjść z domu, to chciała go siłą zatrzymać. I wtedy szarpali się, a ona "biła, drapała i gryzła".

Nasłuchiwała pod drzwiami
Tragedia w domu Biblisów rozegrała się, jak wiele tego typu podobnych, w czterech ścianach, bez świadków.
Feralnego dnia, po obiedzie, Magda wysłała Artura do sklepu po alkohol. Mężczyzna opowiadał, że kupił dla siebie trzy piwa, a dla niej butelkę żytniej wódki. Wypili to i poszli się razem wykąpać do łazienki. Potem żona miała jeszcze raz wysłać męża po alkohol. Do sklepu miał niecałe sto metrów. Przyniósł dwa piwa i "małpkę" żytniej. Gdy wrócił, Magda leżała na łóżku. Nalał jej kieliszek. I wtedy miała zacząć się kłótnia, bo znów zaczęła czepiać się jego matki. Zaczęli się szarpać, a potem bić. Artur W. Mówił, że złapał ją za szyję i pchnął na wersalkę. Gdy wychodził, usłyszał, jak wymamrotała, że jest szmata i ma się wynosić.
Świadkiem, nie po raz pierwszy zresztą, bijatyki i wyzwisk rodziców, był Kacper.
- On ją wyzywał, że jest dnem, szmatą, a Niemcy używają jej na stołach. Jak się zaczęli awanturować, to poszłam na górę, żeby Zabrać Kacpra do siebie, ale ojciec mu zabronił. Kazał mu czytać książkę, bo jest tumanem. Stałam więc pod drzwiami na schodach i nasłuchiwałam, co będzie dalej. Zaczęli się szarpać, nie chcieli otworzyć drzwi. W końcu zabrałam wnuka na dół. Magda płakała i mówiła, że mąż ją bije. A on się tylko śmiał i mówił, że z nią i tak nie będzie już żył - opowiadała w sądzie M. Biblis.
Awantura po chwili ucichła i po jakimś czasie matka Magdy zobaczyła, jak jej zięć wychodzi z domu i żegna się z synem, mówiąc, że on już do tego domu nie wróci. Pobiegła zaraz na górę. Magda leżała nieprzytomna na podłodze. Wezwała pogotowie, zadzwoniła też do swatowej, że Artur zrobił coś Magdzie.

Zagardlenie przypadkowe, przyczyna niejasna
Pogotowie przyjechało po kilkunastu minutach, niedługo potem policja. Reanimacja nie przyniosła skutku. Jeden z biegłych stwierdził, że "w ostatnich chwilach życia mogło dojść do zagardlenla wskutek ucisku okolic szyi. Zagardlenie to mogło być także przypadkowe, na skutek tzw. szamotaniny".
Z kolei biegły patomorfolog uznał, że dokładne określenie przyczyn śmierci kobiety jest niemożliwe. Po pierwsze, obrażenia, jak na uraz, nie były wielkie i nie dotyczyły narządów ważnych życiowo. Po drugie, nie było tą przyczyną jedynie zagardlenie, bo obrażenia szyi powstały w wyniku ucisku o zbyt małej sile. Po trzecie, stężenie alkoholu w organizmie kobiety było w granicach, w których może dojść do śmiertelnego zatrucia alkoholem.

Lubański sąd uniewinnił Artura W. Od zarzutu nieumyślnego spowodowania śmierci swojej żony i znęcania się nad nią. W ocenie sądu śmierć Magdy była spowodowana nagłym zatrzymaniem akcji serca i niewydolnością oddechową w stanie upojenia alkoholowego.
"Nasuwa się wrażenie, że z góry została przyjęta teza, że oskarżony jest niewinny i do tej tezy ustala się stan faktyczny" - skrytykowała w apelacji orzeczenie sądu pełnomocniczka Marii Biblis, która występowała w procesie jako oskarżycielka posiłkowa. W pozwie adhezyjnym kobieta domaga się 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia od byłego zięcia.
Z kolei oskarżyciel publiczny wytknął sądowi, że skoro podkreślił niejednoznaczność i hipotetyczność opinii biegłych, to powinien zamówić trzecią opinię, nawet powołując zespół biegłych. "Chybiony jest pogląd sądu, że pasywność pokrzywdzonej w poszukiwaniach pomocy w tej trudnej sytuacji, a także pasywność jej bliskich w udzieleniu jej takiego wsparcia, odziera ją z roli ofiary przestępstwa znęcania się" - oskarżyciel publiczny nie zgadzał się także z uniewinnieniem Artura W. od zarzutu znęcania się nad żoną.
Sąd apelacyjny uwzględnił obie apelacje i także wytknął sądowi w Lubaniu uchybienia w wydanym orzeczeniu. Uznał, że skoro oskarżony przyznał się do spowodowania obrażeń ciała u żony, to nie mógł zapaść wyrok uniewinniający go.
Proces Artura W. na nowo więc rozpoczął się przed lubańskim sądem, który poprosił biegłych o wydanie opinii o przyczynie śmierci Magdaleny. Medycy sądowi z Białegostoku uznali, że kobieta zmarła wskutek uduszenia poprzez ucisk rąk na okolicę szyi. A "zadławienie jest jednym z objawów zagardlenia i zawsze ma charakter zbrodniczy".
Biegli nie orzekali, czy do samego zadławienia kobiety przyczyniło się działanie Artura W., ale - ich zdaniem - zebrany materiał na to wskazuje.
Sprawa Artura W., której zmieniono kwalifikację prawną na zabójstwo, zawisła przed jeleniogórskim sądem okręgowym. Kolejny termin pod koniec października.
- Jakiego wyroku oczekujecie? - pytam rodziców Magdy.
- A pan to napisze?
- Tak.
- To nie powiemy - ucina Konstanty Biblis.

Grzegorz Koczubaj

Źródło: Nowiny Jeleniogórskie nr 38/2011


Dołącz do nas



Tweetnij
Kalendarium
Czy wiesz, że...
Zdjęcie tygodnia
Pocztówka miesiąca
Informator SMS
Polecane linki




















Wszystkie materiały na tej stronie objęte są pełnym prawem autorskim,
osoby zainteresowane ich wykorzystaniem (w całości, lub części) proszone są o uprzedni kontakt z redakcją serwisu www.pobiedna.pl.


copyright © pobiedna.pl 2007-2018          Statystyki obsługuje system statystyk stat4u