Kalendarz odbioru odpadów

Sołecka Strategia
Rozwoju Wsi


Oficjalna strona Pobiednej



Terror w Pobiednej


Mieszkańcy Pobiednej, dużej wsi w powiecie lubańskim, od ponad roku żyją w strachu. Kilku młodych mężczyzn bezkarnie włamuje się, kradnie, napada. W małej społeczności odbywa się swoisty teatr. Napastnicy, mijając swoje ofiary w ciągu dnia, kłaniają się, wymieniają grzeczności, pełen savoire'vivre, a w nocy plądrują domostwa sąsiadów. Ludzie czują się opuszczeni przez władzę i policję. - Każdy mówi, że robi, co może, a nic z tego nie wynika. Dalej strach wyjść z domu, wyjechać na kilka nawet godzin - słyszę. Duża ilość włamań i kradzieży nawet nie jest zgłaszana. W ostatnią Wigilię na przykład były cztery włamania, a zgłoszono na policję jedno. Nie tylko dlatego, że mało kto tu wierzy w skuteczność policji. Starsi mieszkańcy po prostu boją się odwetu. Uznają, że lepiej siedzieć cicho, żeby nie pogorszyć swojej sytuacji. Ci zamożniejsi zakładają kamery, podwójne zamki, antywłamaniowe rolety itd. Nawet na spotkaniu, na którym poszkodowani opowiadają mi o swoich krzywdach, nikt nie chce występować z nazwiska. Na wszelki wypadek, bo kto ich potem obroni?


Wynieśli dobytek, pocięli łóżka

Domek pani Katarzyny, starszej kobiety, która pomieszkuje u córki poza Pobiedną, od listopada stał pusty. Kiedy w grudniu przyjechał zięć właścicielki i próbował dostać się do wewnątrz, okazało się, że drzwi są od środka zablokowane. Złodzieje wiele dni wcześniej dostali się do domku z tyłu posesji. Wynieśli wszystko co miało wartość - w sumie straty oszacowano na kilkadziesiąt tysięcy. Do tego powyrywali elementy instalacji centralnego ogrzewania, instalacji elektrycznej, powodując olbrzymie zniszczenia. Na końcu pocięli łóżka. Przestępcom sprzyjało nie tylko położenie domku, ale też bliskość rzeki. Jej szum maskował wszystkie odgłosy. Rodzina włascicielki domku szacuje, że włamywacze musieli spędzic na miejscu przestępstwa co najmniej kilka godzin.


Ciuciubabka z drewnem, kradziony volkswagen

Pan Czesław przyjechał do Pobiednej z Tychów. Tak sobie wymyślił z żoną - zamieszkać na emeryturze w ładnym miejscu. Poza domkiem kupił kawałek ziemi w niedalekiej Bartoszówce. Któregoś dnia dostał informację, że z jego działki wycięto osiem potężnch świerków. - Pojechałem zobaczyć i ludzie mi od razu powiedzieli, kto wyciął i gdzie drewno pojechało. Wskazali pobliski tartak - opowiada. Udał się tam i pierwsze, co mu się rzuciło w oczy, to wielka przyczepa porżniętego drewna i drugi stos obok. Właściciel tartaku powiedział, kto przywiózł te drewno, nie wiedząc jeszcze, z kim rozmawia. Na to pan Czesław poprosił, aby wstrzymał się i nie robił niczego z tym drewnem, bo ono pochodzi najprawdobodobniej z kradzieży. - Facet się wystraszył i poprosił, żeby sprawę ze zleceniodawcą załatwić polubownie. Pojechałem, ale tamten się zaparł, nie chciał rozmawiać. Wróciłem do tartaku, zadzwoniłem na policję - opowiada. Funkcjonariusz poprosił pana Czesława, aby przyjechał na posterunek w celu spiasania zeznania. Argument, że jeśli poszkodowany opuści tartak, to drewno może zniknąć, nie był dla policjanta przekonywujący. Poszkdowany pojechał do Leśnej, posiedział pół godziny na komisariacie na korytarzu. Potem policjant wyszedł i poprosił, żeby pan Czesław pojechał do domu, a ktoś z policji do niego przyjedzie. Po kilku godzinach w tartaku nie było śladu po drewnie. Sprawa została umorzona. Pan Czesław kontaktował się z ludźmi, którzy wstęnie deklarowali że będą zeznawać w tej sprawie. - Bali się, bo mieli sygnał, że mogą zostac podpaleni - opowiada mężczyzna. Potem przejżał akta - 53 strony rzetelnego sprawozdania z dochodzenia, które na końcu zostało umorzone z powodu niewykrycia sprawcy.

W lipcu z pomieszczeia gospodarczego, na ogrodzonym terenie, ukradli panu Czesławowi kosę spalinową i myjkę karchera. W grudniu, na Barbary, rodzina pana Czesława miała gości. Siostra żony przyjechała volkswagenem passatem. Samochód stał przed domem. W nocy ktoś odkręcił i ukradł trzy koła. Czwarte pozostało bo pewnie ktoś spłoszył złodzieja. Po śladach na śniegu mieszkaniec Pobiednej dotarł w okolice dworca, gdzie było dużo śladów. - Pokazałem je policji, ale nic nie udało się ustalić - opowiada. Na drugą noc miejscowe oprychy wróciły do okradzionego samochodu - odcięli tarcze hamulcowe. - to świadczy tylko o tym, że tutaj nikt się niczego nie boi - Twierdzi pan Czesław.


Do starszej pani w kominiarce

Pan Bogusław ma w Pobiednej ciocię. To starsza, niepełnosprawna kobieta, która mieszka sama. - Ciocia została napadnięta w pierwszą niedzielę września, w biały dzień, w jej własnym domu. Był w kominiarce, skrępował ją i pobił. Zażądał pieniędzy. Brał wszystko, co mu wpadło w ręce, łącznie ze słodyczami - opowiada mężczyzna. To najbardziej drastyczny przypadek, ale ciocię pana Bogusława złodzieje nawiedzają częściej. Podobnie jak do wielu innych starszych mieszkańców, zachodzą na podwórko i zabierają sobie co im się podoba, co można sprzedać. - przeraża mnie to poczucie bezkarności. To wina nie tylko policji ale polskiego prawa, które za bardzo chroni interesy podejrzanych, przestępców. Ostatecznie mamy w Pobiednej taką sytuację, że starsi ludzie boją się wyjść na wasne podwórko - uważa. W jego opini przedłużający się stan bezsilności mieszkańców, nieskuteczności organów ścigania i coraz bezczelniesze panoszenie się nieliczących się z nikim bandytów mogą na końcu doprowadzać do samosądu. - Ktoś kiedys nie wytrzyma. Ludzie wezmą sprawy w swoje ręcę, bo chodzi o zdrowie i życie ich bliskich - wskazuje.


Policji zabawa w policję

Rodzina pani Ewy na początku września zaplanowała weekendowy wypad do Krakowa. Wyjechali ok. godziny czwartej a chwilę potem przez okno sypialni do domu wdarli się włamywacze. Plądrowali ok dwóch godzin. Przed dziewiątą do domu pani Ewy dotarła jej mama, która powiadomiła córkę o sytuacji. Natychmiast wrócili z wycieczki. - splądrowali wszystko, ukradli laptopy, tablety, aparat fotograficzny, biżuterię, trochę gotówki o łącznej wartości trzynaście tysięcy złotych. Tuż przed świętami dostaliśmy informację o umorzeniu postepowania z powodu niewykrycia sprawcy - mówi kobieta. W jej przeknaniu to brak pełnego zaangażowania policji sprawił, że nie udało się złapać sprawców. Pani Ewa przyznaje, że na miejscu pojawili się dochodzeniowcy, dokumentowano wszystkie ślady, wykorzystano też psa, który doprowadził do pewnego domu. Tyle, że ostatecznie w tym domu nikogo nie było, a nie podjęto wysilku, aby przypilnować czy w tym domu są skardzione przedmioty, gdzie są lokatorzy. Odpuszczono. Na miejscu przestępstwa było wiele tropów. W łazience złodzieje porzucili jedną bluzę, na kaloryferze drugą, zostawili też inne ślady, tyle, że byli w rękawiczkach i nie było odcisków palców. Za płotem sprawcy rozebrali się, porzucili kurtkę, spodnie skórzane, bluzę, skarpetki oraz buty i ubrali się w rzeczy gospodarzy splądrowanego domku. To dziwne, nieracjonalne zachowanie zdaje się świadczyć o tym, że włamywacze pozostawali pod wpływem środków psyhotropowych. Tym bardziej, że wynieśli z domu, poza cennymi przedmiotami, także dziwne rzeczy - maślankę, damską bieliznę, podpaski, które potem znaleziono po drugiej stronie ulicy. Poza domem porozrzucane były rękwiczki, karteczki, stare portfele. W całej sytuacji przydatny okazał się pies pani Ewy. Na następny dzień pomógł odnaleźć w pobliżu domu przygotowane do wyniesienia dodatkowe przedmioty. W pokrzywach zawinięty w folię, zawiązany pończochą leżał pakunek z x-boxem, laptopem. Znowu przyjechała policja, zbierała ślady. - Żadnej dyskrecji, a przezież był to punkt zaczepienia. Można było pomysleć, że ktoś po to wróci - mówi pani Ewa. Na sugestię, że jest to szansa, żeby przyczaić się na złodzieja, poszkodowana usłyszała, że "jest wyrywna".

Pakunek do badań policja zabrała, ale pani Ewa przygotowała pakunek podobnego kształtu i podrzuciła w to samo miejsce. - Powiedziałam, że będę obserwować, czy ktoś przyjedzie po kradzione. Policjant z Pobiednej obiecał, że będzie pod telefonem, jakby co. O 1.29 złodzieje przyjechali rowerami. Byli w kurtkach z kapturami. Zadzwoniłam po policjanta. Przyjechał patrol, zrobili obchód i pojechali. Po ich wyjeździe słyszeliśmy jakiś szum w krzakach. Złodzieje siedzieli i przeczekiwali wizytę mundurowych. Gdyby wtedy policjanci się przyłożyli, to dzisiaj mielibyśmy sprawców. - opowiada mieszkanka Pobiednej.


Furgonetką po łup

Pan Mirosaw jest mieszkańcem sąsiedniego Wolimierza, ale, jak pdejrzewa za przypadkami, które jego dotknęły, stoi ta sama grupa przestępców. - Włamali się do domu letniskowego i wynieśli wielkie głośniki estradowe, wieżę, szlifierkę, wiertarkę - wszystko warte 7,5 tys. zł. Musieli podjechać furgonetką, do osobówki by tego nie zapakowali - opowiada. To stało się w miniony poniedziałek. Na miejscu pozostawili rękawiczki z tworzywa sztucznego. Innym razem okradli gości jego gosposarstwa agroturystycznego, zabierając rowery. Takie przypadki źle służą turystycznym ambicjom tej pięknej okolicy.


Ostrzegli i zostawili

Historia pana Krzysztofa jest zupelnie osobliwa. W marcu ubiegłego roku policjanci ostrzegli go, że powzięli informacje, iż szykowne jest włamanie do jego domu w którąś z najbliższych nocy. Pan Krzysztof wyobrażał sobie, że we współpracy z policją odpowiednio się do tej operacji przygotują i w efekcie złapią złoczyńców. - Ale my, panie Krzysiu, nie mamy takich możliwości - usłyszał. Wytypowany do obrobienia zaproponował, że ugości mudnurowych, zapewni stanowisko, poczęstunek itd. Ostatecznie skończyło się na tym, że pan Krzyztof dostał kamerę noktowizyjną, czujnik ruchu, który, jak się okazało, reagował na bodźce do 3 metrów, co czyniło go słabo użytecznym. Ostrzeżony i wyposażony w sprzęt pan Krzysztof i jego bliscy wzmogli nocą czujność. - Ja siedziałem przy oknie z jednej strony budynku, a żona z drugiej - opwiada mężczyzna. Drugiej nocy (około godziny 4) żona pana Krzysztofa wypatrzyła osobnika stojącego przy ogrodzeniu z papierosem. Zapalili światła żeby spłoszyć włamywaczy. To się udało. Ale okazja, żeby organy ścigania dały po nosie przestępcą, przepadła. Nie bez znaczenia jest i atmosfera, w jakiej przyszło rodzinie pana Krzysztofa żyć przez te kilka tygodni. Nie spali w nocy, żyli w permanentnym niepokoju.

W Wigilię złodzieje włamali się do samochodu pana Krzysztofa zaparkowanego obok domu. Główne straty to zniszczenie zamka i wybicie szyby. Zabrali kilka małowartościowych drobiazgów, w tym lewarek. Sami złodzieje, byli zawiedzeni swoim łupem, bo wyrzucili wszystko nieopodal.


Ukłony od złodzieja

Niedawno jeden ze złodziei wpadł w ręce policji, a właściciele okradzionego domku letniskowego rozpoznali u niego swoje rzeczy. - Ma być sprawa sądowa, ale teraz widzimy, jak ten młody człowiek chodzi po wsi z plecaczkiem. Rozmawiałam z policjantem i przyznawał, że to ich demotywuje. Nawet jak już kogoś uda się złapać, to okazuje się, że w dalszym postępowaniu młyny sprawiedliwości mielą bardzo opornie. Tym bardziej, że w tym czasie wydarzają się kolejne włamania i kradzieże mówi jedna z mieszkanek.

Sytuacja w Pobiednej ociera się o groteskę. Choć to duża wieś, to jednak ludzie się znają. Wiadomo, kto jest kto, wiadomo, kto nie pracuje, a nie najgorzej żyje. - Mijamy się z tymi, którzy nas okradają na ulicy. Oni nam się kłaniają w pas - mówi jedna z ofiar włamania. Niektórzy w przypływie sympatii zapędzają się w krótkich sąsiedzkich rozmowach. "To nie ja was okradłem" - usłyszała jedna z mieszkanek od młodego człowieka o kiepskiej reputacji, któremu jednak z jakichś powodów zależało na życzliwości mijanej codziennie sąsiadki. Znaczące bywają też wymiany poglądów na temat sytuacji w Pobiednej na portalu społecznościowym. Pojawiają się tam wpisy typu: "Chyba nie sądzicie, że to my?". To rodzaj kpiny. Na spotkaniu (pod koniec września) na temat bezpieczeństwa we wsi, z komendantem policji i przedstawicielami samorządu, obecna była matka jednego z podejrzanych. W opiniii moich rozmówców poszła tam po to, aby ocenić, na ile sytuacja jest dla jej syna groźna.

Dla mieszkańców Pobiednej istotnym elementem w życiu okolicy jest łatwość dostępu do narkotyków szmuglowanych z Czech. - Ci młodzi mężczyźni na to głównie wydają pieniądze - ocenia jeden z moich rozmówców. Nietrudno natknąć się na dziwne samochody w odludnych miejscach, gdzie jakieś typy dokonują podejrzanych transakcji. Wszyscy tu wiedzą, że kradzione kable, elementy instalacji opalane są za cmentarzem, a potem sprzedawane na skupie złomu. Mieszkańcy od jakiegoś czasu postulują o porządny monitoring w centrum wsi, skuteczne oświetlenie. Wtedy wszelkie dochodzenia będą skuteczniejsze.

Mieszkańców Pobiednej szczególnie drażni dobre samopoczucie leśniańskiej policji - Chwalili się ostatnio, że mają 80-procentową wykrywalność. My tutaj w ogóle tego nie odczuwamy. Owszem, ktoś dostał mandat, bo jego pies regularnie obsikiwał rododendron sąsiadki, kto inny został złapany, jak sączył piwo pod sklepem. Ale wszystko to, co powoduje nasz strach, jest wciąż nie załatwione - mówi jedna z ofiar miejscowych opryszków. - Może zaczniemy w Pobiednej oganizować miesięcznice? Wtedy ściagną tu większe siły - gorzko żartuje inny mieszkaniec.


Pomaganie policji wiele nie daje

Mirosław Markiewicz, burmistrz Leśnej, gminy, do której należy Pobiedna, przyznaje, że słyszał o nasilających się przypadkach włamań. - My na prace policji nie mamy żadnego wpływu. Dofinansowujemy różne zakupy dla nich, dołożyliśmy się do etatu dodatkowego policjanta w gminie, ale to się nie przełożyło na zauważalną poprawę - twierdzi. Podkreśla, że policja ma kłopoty kadrowe i patroluje gminę wysłużonymi samochodami. W takich warunkach rzeczywiście trudno budzić respekt i skutecznie walczyć z przestępcami.


Okiem policji

Pytając o zwiększające się poczucie zagrożenia mieszkańców i ocenę sytuacji w Pobiednej, uzyskaliśmy od asp. Magdaleny Juźwickiej, p.o. oficera prasowego KPP w Lubaniu następującą odpowiedź:
W ostatnim czasie odnotowano 4 kradzieże z włamaniem i jedno podpalenie w miejscowości Pobiedna. W powyższych sprawach prowadzone są postępowania przygotowawcze przez Komisariat Policji w Leśnej. W wyniku podjętych czynności funkcjonariusze wymienionej jednostki ustalili już sprawców jednego z włamań oraz odzyskali utracone mienie. Ustalono również sprawcę podpalenia. Ponadto w związku z występującymi zjawiskami prowadzone są zarówno czynności operacyjne mające na celu ustalenie sprawców pozostałych przestępstw jak i prewencyjne mające na celu zapobieżenie kolejnym zdarzeniom polegające na wzmożeniu służb patrolowych w tym rejonie.


Tekst i zdjęcie: Sławomir Sadowski
Źródło: Nowiny Jeleniogórskie Nr 3 (3055)


Dołącz do nas



Tweetnij
Kalendarium
Czy wiesz, że...
Zdjęcie tygodnia
Pocztówka miesiąca
Informator SMS
Polecane linki




















Wszystkie materiały na tej stronie objęte są pełnym prawem autorskim,
osoby zainteresowane ich wykorzystaniem (w całości, lub części) proszone są o uprzedni kontakt z redakcją serwisu www.pobiedna.pl.


copyright © pobiedna.pl 2007-2018          Statystyki obsługuje system statystyk stat4u