•  strona główna 
  •  mapa serwisu 
  •  kontakt
  •  polityka prywatności 
  •  linki 
  •  wyszukiwarka                                                             
  • 
    


Slideshow Image 2
Slideshow Image 5
Slideshow Image 7
Slideshow Image 6
Slideshow Image 4
Slideshow Image 3
Slideshow Image 1
Kalendarz odbioru odpadów 2025
Kalendarz
niedziel handlowych
w 2025 roku

Sołecka Strategia
Rozwoju Wsi


Oficjalna strona Pobiednej

Strażnicy skarbów z Pobiednej


Tajemnice z worka Liczyrzepy


To są tereny zamknięte w trójkącie pomiędzy Świeradowem, Pobiedną a stokami Smreka. Od kilkudziesięciu już lat budowane nieustane zainteresowanie nie tylko przez poszukiwaczy skarbów, ale także ludzi z różnych państwowych zresztą służb.

Zainteresowanie tych służb terenami Czerniawy i Pobiednej sięga jeszcze wczesnych lat pięćdziesiątych. Ludzie twierdzą, że rozpoznawali te dość szczególne wycieczki odbywane zwykle w eleganckich autach na obcych najczęściej Warszawskich numerach rejestracyjnych. Tacy wycieczkowicze byli spotykani na stokach, gdzieś pomiędzy Tarczową, a Świeradówką, a także u wylotu Czarnego i Granicznego Potoku. W tych samych rejonach gór od lat kręcili się eksploratorzy, poszukiwacze skarbów, ludzie z coraz nowocześniejszymi przyrządami i sprzętem do poszukiwania podziemnych skrytek, Kiedyś nosili ze sobą proste talerzowe wykrywacze do poszukiwania metali, dziś są uzbrojeni zawsze w kilka rodzajów wykrywaczy, sporo sprzętu elektronicznego zdolnego do wykrywania nie tylko żelaza, ale także metali szlachetnych. Miejsc do przeszukiwania mają naprawdę wiele bo te góry eklsploatowane przez ludzi od kilkuset lat, są jak dobry ser Szwajcarski pełne dziur, sztolni i starych wyrobisk. Nie brak w tej okolicy także nowszych podziemi powstałych już po wojnie, a zbudowanych przez Rosjan w ramach poszukiwania złóż uranu. Jedna z takich sztolni już zawalonych jest ukryta pod wzniesieniem, na którym niegdyś stała tzw. Wieża Bismarka i ma ona długość około 1500 metrów. Pomimo wysadzenia jej wylotu jeszcze kilkanaście lat temu była jednak możliwość wejścia do tego właśnie skądinąd wielkiego podziemia.

Ojciec Stanisława był Ślązakiem, jednak podobno zawsze czuł się polakiem ze śląska i dlatego zawsze pozostał w kraju i osiedlił się w okolicy Pobiednej. Ten człowiek jak twierdził jego syn do wermachtu był wcielony siłą, lecz pomimo tego pod koniec wojny paradował już w kapitańskim mundurze z kilkoma odznaczeniami bojowymi. Stanisław ojca pamięta dość słabo. Zginął wypadając z okna, gdy syn miał zaledwie 8 lat. To zdarzyło się na początku lat 60-tych. Syn twierdził że nie wie skąd ojciec wziął się po wojnie w Górach Izerskich, dlaczego dotarł akurat tutaj choć pochodził z Górnego Śląska. Przyznaje też, że miejsce osiedlenia się ojca chyba jednak nie było przypadkowe, tym bardziej, że ojciec wówczas młody i przystojny mężczyzna, ożenił się ze znacznie od siebie starszą Niemką autochtonką mieszkającą w pobliżu Ulicka. To był rok 1947. Ojciec Stanisława po wojnie był hodowcą bydła, co w tamtych czasach pozwalało na dość bezpieczne i zasobne życie. Nigdy nie spotkałem się z objawami wrogości miejscowej w pewnym momencie już całkowicie Polskiej ludności. O tym, że mój ojciec mógł być tzw, strażnikiem skarbów zaczęto mówić dopiero po jego śmierci.

Pamiętam - opowiada dalej - że jakiś czas przed śmiercią ojciec opowiadał że był świadkiem wkroczenia wojsk Amerykańskich w okolice Świeradowa, twierdził że było to chyba kilka a może nawet kilkanaście czołgów, które szybko wycofały się z powrotem na Czeską stronę granicy. Wizyta Amerykanów nie była jednak przypadkowa bo przyjechali niemal oficjalnie jak mówili po "Gold Breslau". Zdaniem ojca Amerykanie mieli konkretne adresy kilku niemieckich rodzin i tylko pod te domy podjechali. Poszukiwali informacji o ciężarówkach, które w marcu 1945 roku wjechały do Czerniawy i zniknęły. Żołnierze Ci chcieli wiedzieć co wtedy z tym transportem się stało, co zawierał i czy mógł pojechać sam na Czeską stronę granicy. To właśnie ich najbardziej interesowało, podobno najbardziej zamartwiali się informacją o kilku silnych detonacjach, do których doszło kilkanaście godzin po zniknięciu samochodów. Przy okazji rozmów z przesłuchiwanymi Niemcami, Amerykanie podobno ujawnili, że mają jeńca Niemieckiego oficera, który w tym transporcie uczestniczył i złożył odpowiednie zeznania. Człowiek ten twierdził, że wie na pewno o skierowaniu kilkunastu ciężarówek do ukrycia w Górach Izerskich, ale nie był świadkiem niestety tego gdzie je ukrywano dlatego nie mógł pomóc w odnalezieniu skarbu, bo wyraźnie tak o skarbie wówczas mówiono. Miał być nim transport bardzo cennego złota wywiezionego z Wrocławia. Mój ojciec twierdził, że Amerykanie byli dobrze ale jednak nie dokładnie poinformowani, ich wiedza dotyczyła bowiem obszaru kilkunastu km kwadratowych i dlatego nawet nie podjęli wtedy poszukiwań w terenie. Zniknęli zresztą równie szybko jak się pojawili. Bugdo twierdzi że ojciec obiecał że opowie mu o tej sprawie gdy trochę podrośnie, niestety wcześniej zginął w przypadkowej podobno śmierci. Bez trudu w to uwierzono twierdzi syn, bo w momencie wypadku niestety nie był trzeźwy. Zdążył się jednak przed śmiercią dowiedzieć i powiedział do syna wprost - nie bój się te góry nie są zaminowane. Nie wiadomo jednak co to dokładnie miało znaczyć. Zdaniem pana Stanisława to właśnie Amerykańska wizyta w tych górach spowodowała długotrwałe zainteresowanie tym terenem se strony służb specjalnych w tej sprawie przesłuchiwano także jego ojca, jednak nawet on nie wiedział co ojciec robił w Czerniawie już w 45 roku, bo przecież ożenił się dopiero dwa lata później. Dla władz ta wizyta amerykanów była dowodem że warto się tym terenem zainteresować, jednak jego zdaniem twierdzenia że zainteresowanie terenem trwało aż do lat 90-tych a nawet 2000 jest chyba jednak lekką przesadą.

Jan Dzięcioł badający od lat sprawę zaginionego w Górach Izerskich transportu składającego się z kilkunastu ciężarówek pewnym ruchem pokazuje rejon gór, w których jego zdaniem auta zniknęły. Jeszcze kilkanaście lat temu w tej okolicy mieszkało kilku Niemców autochtonów, którzy pod koniec życia zdecydowali się o tej sprawie opowiedzieć. Zdaniem niektórych ich Polskich sąsiadów byli to tzw. strażnicy i ich opowieść jest jak twierdzą niewiarygodna. Pan Jan jednak im uwierzył. Ciężarówki podjechały od strony Mirska przez Orłowice do Czerniawy i tu skierowały się w stronę gór. Zmarły kilkanaście lat temu świadek Niemiec, który po wojnie pozostał w swoim domu opowiadał, że osobiście liczył te ciężarówki. Auta były bez eskorty, ale kolumnę zamykali żołnierze wermachtu na motocyklach. Auta zniknęły gdzieś pomiędzy Czerniawską Kopą a Opaleńcem. Człowiek ten twierdził, że domyślił się iż ciężarówki wiozą coś co ma być ukryte gdzieś w górskich sztolniach, czekał na ich powrót mając nadzieję, że upływ czasu pozwoli mu zorientować się jak daleko auta pojechały. Niestety nie mógł pójść ich śladem bo wcześniej ogłoszono, że zostanie zastrzelony, każdy mieszkaniec wsi, który znajdzie się na ulicy lub będzie podpatrywał przez okno. W zupełnie pustej wsi ryzyko wyjścia z domu było zbyt wielkie. Tego świadka w Pobiednej dobrze zapamiętali, twierdzą że był to człowiek wiarygodny. Z jego relacji miało wynikać, że z gór powróciło jedno auto, a kilka godzin po zniknięciu transportu, właśnie tą wsią wstrząsnęły potężne prawdopodobnie podziemne wybuchy. Już po wojnie świadek dowiedział się że w tym właśnie czasie granicę Czeską przejechało kilka lekkich transportowych aut i motocykle. Musiały one być ukryte i wiezione na ciężarówkach, być może to kogoś z tych ludzi właśnie aresztowali później Amerykanie i ten ktoś mógł być świadkiem ukrywania tego transportu. Świadek zmarł jakiś czas temu, zdaniem mieszkańców Pobiednej powinien wiedzieć znacznie więcej niż mówił. Ile wiedział naprawdę tego niestety nie da się już ustalić, ale kluczowe pytanie w tej sprawie brzmi: czy on naprawdę znał wszystkie okoliczności tej sprawy.

Pani Ewa mieszka w Pobiednej od 1947 roku. Doskonale pamięta jeszcze niemieckich sąsiadów i czasy ich wysiedlania. Pamiętała także pewnego autochtona niejakiego Dybę nie żyjącego już od wielu, wielu lat. W czasie wojny był on radcą prawnym w Lubaniu. W czasie walk o Lubań człowiek ten przyjechał do Czerniawy i tutaj się osiedlił, żeniąc się z mieszkanką tej miejscowości. To był bardzo kulturalny Pan, dobrze mówiący po Polsku wspomina pani Ewa. Nawiązałam z nim kontakt, często rozmawialiśmy, opowiadał o Niemieckich czasach o studiach i pracy najpierw na Górnym Śląsku, a później w Lubaniu. Mnie młodą wówczas dziewczynę te opowiadania nie bardzo interesowały, pamiętam jednak że ktoś pytał go o sprawę ciężarówek. To był nasz sąsiad, który od Niemca Ulricha, dowiedział się o tym transporcie, tyle tylko że ten Niemiec twierdził że transport poszedł na Czechy, że zniknął gdzieś koło młyna. Dyba zaś przekonywał, że nic o takim transporcie nic nie wie. To jednak było mało prawdopodobne, bo ja tego człowieka zapamiętałam jako kogoś kto nieustannie chodził po górach. Wychodził w góry właściwie codziennie na często na wiele godzin, bez względu na pogodę, nawet w czasie największych mrozów i śnieżnych zadymek. Wychodził stąd z Pobiednej, a schodził z gór w Świeradowie i do domu wracał już drogą, często nawet w nocy. Wiele razy pytałam go także żartem, czy Pan szuka skarbów, odpowiadał kocham te spacery. Pani Ewa i kilku jej sąsiadów doskonale pamiętały że za Dybą wiele razy udawały się szpiegowskie wyprawy, Śledzono go w nadziei że podpatrując gdzie chodzi i co robi uda się wyśledzić co naprawdę robi w tych górach. Nie udało się. Pomimo upływu wielu wielu lat pani Ewa z przejęciem opowiada, że Dyba zawsze skutecznie gubił śledzące go ogony i opowiada, że kiedyś zapytała go wprost jak Pan to robi? - odpowiedział, że ma w górach specjalne kryjówki. Ukrywa się w nich, a później, gdy zostanie wyprzedzony przez śledzących, spokojnie idzie za nimi. Nigdy mi nie powiedział co tam naprawdę robi. Ja zresztą nie bardzo umiałam go o to pytać, gdybym wówczas posiadała obecną wiedzę i doświadczenie to kto wie, może dowiedziałabym się w tej sprawie znacznie więcej. Teraz jednak od Dyby niczego się nic nie dowie, a szkoda bo zdaniem mieszkańców tej wsi po prostu był to człowiek, który mógł i napewno naprawdę dużo wiedział. Był normalny i na pewno nie tylko turystyczna pasja prowadziła go w góry - wspomina jeden z mieszkańców wsi i jego zdaniem takie postępowanie było bez sensu, bo nawet jeśli by wierzyć w turystyczny cel codziennych wypraw, to na tak małym terenie już po kilkunastu dniach musiały być one po prostu nudne. Dyba chodził jednak w góry codziennie przez wiele lat. Przez wiele lat był radcą prawnym u Niemieckich władz, więc musiał być człowiekiem zaufanym, ponieważ jego przełożeni wiedzieli, że jest Ślązakiem. Co robił w tych górach? Czego szukał? A raczej, czego pilnował? A może po prostu kontrolował naturalne kamuflowanie oraz przyrodę miejsc powierzonych swojej pieczy. To prawdopodobne, bo wejście do takich miejsc tylko co jakiś czas mogłoby grozić dekonspiracją. Natomiast codzienne krążenie po górach i tylko rzadkie, a wyglądające na całkowicie przypadkowe zaglądanie w naprawdę interesujące rejony gór, doskonale ukrywało prawdziwy cel takich wypraw. Miejsc z których warunki terenowe umożliwiają prowadzenie poszukiwań zaginionego transportu jest w tej okolicy co najmniej kilka. Są i takie w których nie trzeba być specjalistą, by zauważyć, że kiedyś prowadzono także tam poważne roboty ziemne. Do dziś w lesie w znacznej odległości od zabudowań, ale za to w bardzo interesującym miejscu można natrafić na skały, w których zachowały się nawet wywiercone w nich otwory strzelnicze służące do wysadzania skał. Taką właśnie skałę ujawniła osuwająca się ziemia, tuż obok widać też ślad po kimś kto postanowił łopatą przekopać się pod wzniesienie i przełamać na pewno ogromny zawał. Był bez szans, ale los takich poszukiwaczy ciągle tam prowadzi i jak dotychczas niestety niewiele z tego wynika.

Marek Chromicz

Źródło: muzyczneradio.pl

Audycji można posłuchać tutaj

Jeśli posiadasz wspomnienia lub historie związane tym tematem lub w ogóle z Pobiedną lub chciałabyś/chciałbyś zaproponować temat? Skontaktuj się z nami, pisząc maila na adres: pobiedna@op.pl

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz tekst do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami na temat Pobiednej, zapraszamy ponownie do naszego serwisu.


Opracował: Leszek Bartnik



Dołącz do nas

Kalendarium
Czy wiesz, że...
Pocztówka miesiąca
Panorama
Wirtualny cmentarz
Informator SMS
Polecane linki




















Wszystkie materiały na tej stronie objęte są pełnym prawem autorskim,
osoby zainteresowane ich wykorzystaniem (w całości, lub części) proszone są o uprzedni kontakt z redakcją serwisu www.pobiedna.pl.


copyright © pobiedna.pl 2007-2026